Machina wspomnień to byłby cud?
Tęsknota to dziwna machina wspomnień. Co jakiś czas uruchamia się i wypluwa z siebie jakieś dobrze przemielone już wspomnienie. Coś o czym się już niby nie pamięta, coś czego się nigdy nie znosiło.
Można tęsknić za obiektem nienawiści? Czy możliwe jest wspominać z nostalgią coś, co kiedyś było naszym przekleństwem? Zawsze myślałam, że to niemożliwe. A jednak. Nie wiem czy powodem jest zmiana, której człowiek się nie spodziewał, choć zawsze jej wyczekiwał. Może to poczucie, że straciło się kawałek siebie, tego co było nam dobrze znane i bliskie?
Osobiście najbardziej nęka mnie w tej chwili wiele możliwości, opcji, dróg jakie mogę wybrać. A jeszcze bardziej martwi mnie fakt, że tak naprawdę nic o tych "sposobach na mnie" nie wiem. Nigdy nie byłam zwolenniczką zmian, może spontanicznych wypadów na ogniska, ale nie zmian ważnych, istotnych, zupełnie zmieniających moje życie. Jak wspominam przeszłość to zastanawiam się czy kiedyś w ogóle dobrze czułam się z jakąkolwiek ważną zmianą. Po czasie, przyzwyczajeniu się i wyrobieniu sobie nowego schematu działania tak, ale na pewno nie czułam się ani pewnie, ani swobodnie. Niepewność to najgorsze co może mi się przytrafić, a przytrafia się zawsze kiedy coś zmieniam. Może pora przywyknąć? Czy jednak potrafię?
Tęsknota za moim zniewoleniem i głębokim smutkiem jest dość dziwna. Wiem, że można tęsknić za tym czego nam brakuje, ale żeby tęsknić za tym czego się z chęcią pozbyło? Czy to prawidłowe? Złapałam się już kilka razy na tym, że wracam do tych momentów, które były dla mnie najczarniejsze. Do samotności, do wyalienowania, do możliwości nie brania pod uwagę niczego i nikogo. A jednocześnie nie czuję się zniewolona teraz, jest mi względnie dobrze i miło, nie czuję się zaniedbywana ani rozczarowana czymkolwiek. Więc w czym tkwi sens tego wszystkiego? Być szczęśliwym i tęsknić za nieszczęśliwością?
Machina wspomnień to byłby cud?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz