19 sierpnia 2011

Wpis dziesiąty


Dziś będzie inaczej niż zwykle. Siedzę nad swoim najnowszym zdjęciem i zadaję sobie setkę pytań dotyczących tego jak bardzo się zmieniłam przez ostatnie lata, miesiące. Czy byłabym teraz tym kim jestem gdyby nie te wszystkie osoby, nastroje i wydarzenia? Nie. Byłabym kimś innym, może byłabym bardziej szczęśliwa, bo może spotkałabym lepszych ludzi. A może właśnie leżałabym w swoim łóżku zwinięta w kłębek i katowała się poczuciem winy, że tak bardzo pozwoliłam spieprzyć swoje życie, które ledwo się zaczęło. To są pytania, na które nigdy nie będzie jasnej odpowiedzi.

Patrzę na swoje zepsucie, wspominam wszystkich dobrych ludzi, bez których by mnie już tutaj nie było. Wspominam tych, przez których było mi tak wiele razy źle. Dziś nie potrafię ich nawet przekląć. Wszystkie złości, wszystkie namiętności stały się mdłe. Patrzę wstecz, na własną nijakość i marzę o tym by i przyszłość taka się nie stała. Dorosłość zaczyna mnie pożerać. Co gorsze staje się bierna, poddaję się jej. Czas głupot i niewinności mija, piasek w klepsydrze ucieka, wodny zegar przecieka. Gone, play on.