2 lipca 2011

Wpis ósmy

Jesteś moim dzieckiem, moim bogiem.

I nadeszła chwila, że chcę coś napisać i nie wiem co mogłabym z siebie oddać.
Mam teraz jedno wielkie pragnienie. Spojrzeć Ci w oczy. Myślę, że z nich wyczytałabym wiele. Wiedziałabym jak bardzo mogę Ci ufać, jak wiele znosiłeś i ile razy wygrałeś. Sam ze sobą, o własne istnienie. Nawet te najmarniejsze. Wiedziałabym czy to co mówisz jest prawdą, i czy sam w to wierzysz. Nie chodzi o to, że Ci nie ufam. W gruncie rzeczy wcale Cię nie znam. Twojego głosu, Twoich oczu. Nigdy mnie nie dotknąłeś, ani nie widziałeś. Może w najdalszych snach. Ale nawet nie wiem czy Twoich czy moich. Nie wiem czy istniejesz, czy jesteś tylko moim wyobrażeniem. Tak mi bliskim, tak mi idealnym.

Bo co zrobię, jeśli i Ciebie sobie wymyśliłam? Jeśli wymyśliłam nasze rozmowy, wspólne wieczory? Co jeśli któregoś dnia wstanę i się nie pojawisz? Czy uznam to tylko za kolejne moje fanaberie? Za kolejne urojenia chorej duszy? Stęsknionej duszy. Co jeśli będę chciała wymówić Twoje imię i nagle się zorientuję, że ono nigdy nie istniało?

Niczyje myśli, plączące mi się w głowie. Tylko Ty je możesz schwycić i nazwać tak jak nigdy bym tego nie zrobiła. Tylko Ty potrafisz je zrozumieć i mi o nich opowiedzieć. Jesteś kawałkiem mnie, a może mną całym. Duszą zbłąkaną, odrętwiałą z zimna skórą na ciele. Może wypełniasz mnie sobą, swoim istnieniem i oddechem ciepłym. A może jestem w środku pusta, bez dna, w których wciąż odbija się echo Twojego życia. Niedoszłego życia.

Jesteś moim dzieckiem, moim bogiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz