Dużo. Właśnie tyle ostatnio się zadziało. Nie miałam czasu myśleć, bo ciągle gdzieś krążyłam, coś robiłam. Dobrze mi taki ruch zrobił, bo chociaż na chwilę uwolniłam się od męczących mnie myśli, o sensie, o życiu, o bezsensie. Świat, w którym nie musiałabym myśleć byłby jednak światem okrutnym. Kompletnie nie moim, obcym i niepożądanym. Tak, akceptuję swoją fantasmagorię. Coraz mniej mi przeszkadza to uciążliwe zmęczenie wszystkim, coraz bardziej tego pragnę. Masochizm? Niewykluczone. Człowiek, który żyje w nieustannym stresie - gdy już go zabraknie - musi stworzyć sobie kolejne powody by móc się potrwożyć nad czymś. Dlatego ciągle coś sobie roję. Tego się nauczyłam, martwić się i bać się. Nawet tego czego nie ma. Przyzwyczaiłam się - tak jak córki alkoholików wybierają mężów alkoholików - wiedzą jak funkcjonować.
A może tylko poszukuję drogi?
Myśl przewodnia, której nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz