16 czerwca 2011

Wpis siódmy.

Myśl przewodnia, której nie ma.

Dużo. Właśnie tyle ostatnio się zadziało. Nie miałam czasu myśleć, bo ciągle gdzieś krążyłam, coś robiłam. Dobrze mi taki ruch zrobił, bo chociaż na chwilę uwolniłam się od męczących mnie myśli, o sensie, o życiu, o bezsensie. Świat, w którym nie musiałabym myśleć byłby jednak światem okrutnym. Kompletnie nie moim, obcym i niepożądanym. Tak, akceptuję swoją fantasmagorię. Coraz mniej mi przeszkadza to uciążliwe zmęczenie wszystkim, coraz bardziej tego pragnę. Masochizm? Niewykluczone. Człowiek, który żyje w nieustannym stresie - gdy już go zabraknie - musi stworzyć sobie kolejne powody by móc się potrwożyć nad czymś. Dlatego ciągle coś sobie roję. Tego się nauczyłam, martwić się i bać się. Nawet tego czego nie ma. Przyzwyczaiłam się - tak jak córki alkoholików wybierają mężów alkoholików - wiedzą jak funkcjonować.

A może tylko poszukuję drogi?

Myśl przewodnia, której nie ma.