Można robić cokolwiek. Tylko by czuć słońce i wiatr na twarzy, może piasek lub trawę pod chłodnymi i sztywnymi stopami. To wszystko dookoła jest takie namacalne. Wszelkie kolory, zapachy i dźwięki. Patrzę na swoje grube dłonie - drżą, sama nie wiem dlaczego. Po raz kolejny próbuję opisać to co widzę i czuję. Ale znowu chyba brak mi słów. Może to nie ma najmniejszego sensu, bo może tych najistotniejszych spraw nie da się opisać, nadać im form i odpowiednich znaczeń. Może chodzi o wieczne ich poszukiwanie, a może po prostu ich nie ma. Nie wiem. Zbyt wiele rzeczy mi ucieka. Czuję taki wewnętrzny spokój, ciszę... jakby wszystko się układało we mnie. Ale to nie ma kompletnie żadnego odbicia w rzeczywistości, dalej działam chaotycznie, gram ludziom przepiękną i bajeczną symfonię na nerwach. Już nawet nic mnie nie przeraża, nawet pustka, brak czegoś lub przepełnienie. Tak nijak dziś, choć na bylejakość wcale się nie zanosi. Zbyt wiele słów, głupich i nic nie znaczących. Jak twarze. Te mijane na ulicy, w pociągu.
Pamiętam jak potrafiłam leżeć godzinami i patrzeć się w sufit na plamę w kolorze cappuccino. Ile tam widziałam! Niestworzone historie, sylwetki i cienie. Ile razy się wzruszałam smętną muzyką z głośników... ile razy powtarzałam, że to nie ja jestem beznadziejna, że to świat jest gównem. Nie wiem teraz ile z tego było prawdą, a ile sobie zmyśliłam.
Pamiętam sprzeczne słowa mojego taty... i mam w sobie tyle samo sprzecznych emocji teraz. Są rzeczy, które wracają ciągle do mnie, ciągle w mniejszym znaczeniu. Są błahe, wszystko jest błahe. Ale walczę o to wszystko, bo może spotka mnie mały uśmiech.
Pamiętam też panikę i strach. Uczucia te przykleiły się do mnie, przyssały boleśnie. Czasem wydaje mi się, że nie potrafię bez nich żyć. Tyle rzeczy sobie wymyślam. Może siebie też zmyśliłam. Moją autentyczność, moją nijakość lub wielkość. Chciałabym stanąć obok i spojrzeć obiektywnie na siebie. I zrobić kolejną głupią listę wad i zalet. A potem ją spalić, razem ze wszystkimi złymi wspomnieniami. Kręcę się w kółko. Też zauważyłeś, przypadkowy bloggerze, że piszę zawsze to samo?
Nic, co robimy by utrzymać się przy życiu.
No, coś już tam drgnęło. Najlepiej walczyć z tymi wadami, które masz. Albo spróbuj je zamieniać na zalety. Pamiętaj, życie jest tylko jedno, wyciśnij z niego jak najwięcej. Dziś może jest źle, ale w końcu nadejdą te lepsze dni. Staraj się, aby nadeszły jak najszybciej.
OdpowiedzUsuń