Są dni, w których znów chciałabym być dzieckiem i nic nie rozumieć.
Kiedyś naprawdę mój własny mózg mnie wykończy. To wręcz nierealne produkować tyle beznadziejnych myśli jednocześnie. Po prostu nierealne. Ostatnio nic nie robię, tylko chowam się za fałszywymi wspomnieniami, nie moimi z resztą. To koszmarne kraść czyjeś wspomnienia, prawda? Co lepsze, wspomnienia osób, które nigdy nie istniały naprawdę. Wszystko się dzieje tu, w mojej głowie. I aż huczy od różnych dźwięków i kształtów, choć i one powoli bledną. Czuję się tak jakby tych wspomnień było coraz mniej i mniej. Nie mam się już gdzie kryć. Nie mam już gdzie uciekać z własnym lękiem, strachem. Czuję jak to całe zło mnie wypełnia. Jak przelewa się, wpływa z wciąż smutnych ust. Jestem przerażona. Tak bardzo przerażona dawno nie byłam. I znów wracają do mnie złe myśli, ostateczne myśli. Chciałabym uciec, zapomnieć kim jestem, bym mogła zwyczajnie oddychać, pełną piersią. Jestem tragicznie żałosna, mój los w moich rekach. A ja nie potrafię nic z tym zrobić. Ta odpowiedzialność jest zbyt przytłaczająca, zbyt namacalna, zbyt uciążliwa. Znowu chciałabym zniknąć, wymazać z pamięci siebie. Znowu wydaje mi się, że śmierć to jedyne rozwiązanie. I znowu jestem zbyt słaba, by naprawdę umieć odebrać sobie życie. Znowu, znowu, znowu. Jestem zbyt przewidywalna, jednak za każdym razem jestem zaskoczona tym jak naiwna jestem. Że będzie dobrze, że się ułoży. I jakoś to będzie. Chciałabym być mała i nic nie wiedzieć, nie musieć podejmować decyzji, nie widzieć tego, co widzę teraz. Strachu. Lęku. Bezradności. Może gdyby nie mama, potrafiłabym umrzeć. Może gdyby nie mój masochizm... chciałabym umrzeć. Tak wiele rzeczy traci sens, tyle spraw się ze sobą przelata. Nic nie rozumiem, jednocześnie próbując wielu rzeczy nie rozumieć. Gubię się. We wszystkim.
Są dni, w których znów chciałabym być dzieckiem i nic nie rozumieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz